Nadzór autorski i nadzór nad projektem to chyba najbardziej bolesne tematy w relacji projektant-klient.
Idealnie byłoby, gdyby projekt był najpierw w pełni opracowany, obejmujący wybór wszystkich materiałów wykończeniowych, wyposażenia, mebli, wyposażenia oraz utworzenie wszystkich rysunków technicznych i specyfikacji. Dopiero wtedy będzie można rozpocząć prace remontowo-budowlane. Podczas renowacji budowniczowie wykorzystują rysunki i specyfikacje projektu, aby ożywić obiekt.
Jednak życie jest dalekie od doskonałości, a praca projektanta wnętrz jeszcze bardziej odległa. W praktyce często zdarza się zatem, że prace projektowe rozpoczynają się w tym samym czasie, co prace remontowo-budowlane i prowadzone są równolegle. Stwarza to wiele problemów i sytuacji nieporozumień pomiędzy klientem a projektantem wnętrz. W niektórych przypadkach klient rezygnuje z usług nadzoru autorskiego, gdyż uważa, że dysponując wysokiej jakości projektem, jest w stanie samodzielnie poradzić sobie z projektem. W innych przypadkach wręcz przeciwnie, projektant sam nie chce zajmować się praktyczną stroną swojej pracy, woląc tworzyć i kreować wnętrza, siedząc w przytulnym biurze.
Spróbujmy zrozumieć, dlaczego tak się dzieje i komu tak naprawdę potrzebny jest nadzór projektanta. Aby tego dokonać, musimy zrozumieć cele i zadania zaangażowanych stron.
Kiedy klient zatrudnia projektanta wnętrz, czego oczekuje od tej współpracy? Po pierwsze pragnie wyjątkowego i ekskluzywnego wnętrza swojego domu, biura czy innego lokalu, stworzonego wyłącznie na jego potrzeby i życzenia. Po drugie, chce zminimalizować koszty przeprojektowania, uwzględniając wszystkie możliwości aranżacji wnętrz, już na etapie projektowania, przed rozpoczęciem prac remontowo-budowlanych. Po trzecie, chce uprościć proces naprawy, czyniąc go mniej kosztownym pod względem psychologicznym i czasowym. Celem Klienta jest zatem jak najdokładniejsze wykonanie projektu aranżacji wnętrz na miejscu budowy.
A zbyt prymitywnym byłoby sądzić, że projektantowi zabierającemu się do pracy nad projektem interesuje go wyłącznie zarabianie pieniędzy. Oczywiście projektowanie wnętrz to praca, a tworzenie bogactwa dla siebie i rodziny jest priorytetem. Ale poza tym oczywiście projektant chce zyskać reputację, sławę, stworzyć przedmiot, z którego będzie mógł być dumny i który zajmie honorowe miejsce w jego portfolio.
W jaki sposób nadzór autorski może pomóc obu stronom?
W wąskim znaczeniu nadzór autorski to obecność na budowie projektanta wnętrz, który monitoruje pracę budowniczych i zgodność z projektem. Projektant musi sprawdzić, czy wszystkie ścianki działowe są zamontowane we właściwych miejscach, czy wszystkie otwory zostały wykonane zgodnie z projektem, czy zastosowano właściwe materiały wykończeniowe, czy zastosowano odpowiednie płytki, parkiet, czy wykonano przyłącze mediów. wykonane prawidłowo, takie jak gniazdka elektryczne do gniazdek elektrycznych i włączników, otwory wentylacyjne, przyłącza wodno-kanalizacyjne.
Jednak w szerszym ujęciu nadzór autorski obejmuje pełen zakres działań niezbędnych do pełnej i pomyślnej realizacji projektu. Obejmuje to nadzór nad zakupem materiałów wykończeniowych, mebli, wyposażenia i wyposażenia. To także rozwiązywanie bieżących problemów, które pojawiają się w trakcie prac remontowo-budowlanych, a których nie udało się rozwiązać na etapie projektowania. Takich problemów jest często sporo, szczególnie jeśli chodzi o przebudowę lokalu. Często są one podłączone do komunikacji – wodno-kanalizacyjnej, drenażowej, wentylacyjnej i tak dalej.
Jednak w szerszym ujęciu nadzór autorski obejmuje cały zakres działań niezbędnych do pełnego i pomyślnego zakończenia inwestycji. Obejmuje to kontrolę zakupów materiałów wykończeniowych, mebli, wyposażenia i wyposażenia. To także rozwiązywanie bieżących problemów, które pojawiają się w trakcie prac remontowo-budowlanych, a których nie udało się rozwiązać na etapie projektowania. Często takich kwestii jest dość dużo, szczególnie jeśli chodzi o przebudowę lokalu. Najczęściej są one związane z komunikacją – wodno-kanalizacyjną, kanalizacyjną, wentylacyjną i tak dalej. Czasami nagle okazuje się, że konstrukcja – na przykład ściana lub belka – która była uważana za nośną i której nie można było dotknąć, można zburzyć. Lub odwrotnie. Wszystkie te pytania należy rozwiązać w trakcie prac budowlanych. Z pewnością nikt nie poradzi sobie z tym lepiej niż autor omawianego projektu.
Co więcej, często zdarza się, że niektóre materiały, sprzęt, meble, które sprowadzamy na zamówienie, nie mogą zostać dostarczone lub dostarczone na czas. Może się to zdarzyć z różnych powodów, począwszy od problemów logistycznych po wycofanie lub nawet wyeliminowanie producenta. W tym przypadku bardzo ważne jest szybkie znalezienie alternatyw odpowiadających klientowi pod względem czasu dostawy, ceny i jakości, a także pasujących do ogólnej koncepcji projektu wnętrza. Powtórzę: nikt nie poradzi sobie z tym zadaniem lepiej niż projektant.
Projektant ma w głowie obraz już wykończonego wnętrza. Nie potrzebuje rysunków ani renderów – wie, jaki powinien być efekt końcowy. To właśnie ten obraz kupuje klient, ucieleśnione marzenie o wnętrzu. To właśnie ten wynik, a nie gołe rysunki i papiery, jest produktem, który projektant sprzedaje. Oceniana będzie dokładnie suma wykonanej pracy – klienci, którzy będą mieszkać lub pracować we wnętrzu, zwiedzający, którzy będą je podziwiać i potencjalni klienci, którzy będą uwzględniać zdjęcia zrealizowanego obiektu w portfolio projektanta.
Dlatego obie strony w żadnym wypadku nie powinny zaniedbywać nadzoru autorskiego. Co więcej, wielu projektantów działających na rynku od 5-10 lat z przekonaniem stwierdza, że sam projekt aranżacji wnętrz bez nadzoru autorskiego jest prawie bezużyteczny. Jego wykonanie tak odbiega od projektu, że projektant nie chce się podpisywać pod efektem, a dla klienta taki projekt jest po części stratą pieniędzy.
Niektórzy profesjonaliści idą jeszcze dalej – nie oferują klientowi w ogóle projektu, ale cały zakres usług, aż do dekoracji. Realizują projekt aż do stanu „pod klucz”. Nie powiemy, że jest to idealny sposób na współpracę. Naszym zdaniem jest to jednak najskuteczniejsze dla klienta.
Jakie błędy popełnia klient
Po pierwsze, oczywiście, dużym błędem jest całkowita rezygnacja z nadzoru projektanta. Kiedy Klient odmawia sprawowania nadzoru projektowego, nie do końca rozumie skalę procesu. Nadzór autorski to „ciemna strona” pracy architekta wnętrz. Nadzorowanie pracy pracowników budowlanych, kontrolowanie terminowości dostaw i jakości towaru oraz radzenie sobie z nieoczekiwanymi problemami to zadanie trudne i niewdzięczne. Wiąże się to z wieloma rozmowami telefonicznymi, jeżdżeniem po okolicy, a czasem przeklinaniem. Przy każdym projekcie, niezależnie od jego jakości, ktoś musi wykonać tę pracę. Moim zdaniem o wiele sensowniej jest zlecić to profesjonaliście – wynajętemu specjalnie w tym celu projektantowi, najlepiej autorowi projektu, oszczędzając w ten sposób czas, energię i nerwy klienta.
W przypadku nadzorów autorskich klient często nie ma wystarczającego zaufania do projektanta. Dzieje się tak szczególnie w przypadku wystąpienia usterki technicznej. Kiedy coś pójdzie nie tak i wszyscy zaczynają szukać winnych, klientowi, osobie najbardziej zainteresowanej wynikiem, trudno jest zachować spokój i rozsądek. Zrozumiałe jest, że jeśli konstruktorzy twierdzą, że za problem odpowiada projektant, łatwo to sprawdzić. Konstruktorzy to zazwyczaj mężczyźni, poważni i doświadczeni. A projektanta można postrzegać jako artystę wolnego, dalekiego od spraw technicznych. Nie powinniśmy jednak wyciągać pochopnych wniosków. Całkiem możliwe, że projektant ma mniejsze lub większe doświadczenie techniczne i ma na swoim koncie więcej niż jeden lub dwa zrealizowane projekty. Klient w takiej sytuacji powinien spokojnie wysłuchać wszystkich stron, zachowując zimną krew. Zaangażowanie zewnętrznego konsultanta może mieć sens. Najważniejsze, żeby nikogo nie oskarżać, bo w większości przypadków wszystkie sytuacje i problemy da się rozwiązać, jeśli wykaże się kreatywnością i chęcią współpracy.
Ponadto klient powinien rozumieć różnicę pomiędzy nadzorem projektanta a nadzorem technicznym. Projektant nie jest inżynierem, nie odpowiada za to, czy pracownicy przestrzegają procesów technologicznych, czy grzejniki są prawidłowo podłączone, czy prawidłowo zamontowane są odpływy itp. Nadzór nad projektem to kontrola zgodności projektu, a nie kontrola jakości. Oczywiście, jeśli projektant widzi wyraźne naruszenie technologii lub wyraźnie słabą jakość – jego zadaniem jest poinformować o tym klienta. Ale niesprawiedliwe jest obwinianie projektanta za to, że nie potrafi dostrzec błędów technicznych budowniczych, bo nie na tym polega jego praca.
Bardzo często klient pogania projektanta prosząc o osobne rysunki do projektu. W ten sposób rysunki docierają na plac budowy pojedynczo, zamiast trafiać do jednego folderu projektowego.
Czasami rysunki nie są dostarczane w terminie, są niekompletne lub niekompletne na życzenie klienta, aby przyspieszyć proces. Ostatecznie jednak szkodzi to tylko procesowi pracy, ponieważ powstają różne wersje i nieścisłości.
A chyba najgorszym koszmarem projektanta jest sytuacja, gdy w trakcie nadzoru autorskiego klient chce dokonać znaczących zmian w projekcie. Na przykład, aby zmienić układ lub, co najgorsze, schemat kolorów. Wydawać by się mogło, że tak, bo co tu dużo mówić – nadać ścianom inny kolor. Ponieważ jednak wnętrze to harmonijne połączenie poszczególnych elementów w całość, zmiana jednej rzeczy wiąże się z całkowitym brakiem równowagi. Może się okazać, że tapicerka sofy nie będzie pasować do ścian i nowa tapicerka, która nie będzie pasować do zasłon. Aby wybrać określone materiały, będziesz musiał dokonać wielu zmian, być może dosłownie od zera. A wynik nadal będzie nieprzewidywalny. Krótko mówiąc, raz uzgodniony projekt nie powinien być znacząco zmieniany.
Jakie błędy popełnia projektant?
Projektant podąża za klientem, ze szkodą dla procesu produkcyjnego i zmienia kolejność prac projektowych lub wykończeniowych. Na przykład często wybacza się klientowi zaplanowanie gniazdek elektrycznych na wczesnym etapie projektu, gdyż jest to jedna z pierwszych prac na budowie i tym samym jeden z pierwszych niezbędnych rysunków.
Może to jednak prowadzić do bardzo nieprzyjemnych błędów, jeśli w momencie umieszczania gniazdek elektrycznych meble nie są jeszcze wybrane. Wymiary mogą się znacznie różnić w zależności od modelu. Możliwe zatem, że włącznik znajduje się za komodą, a gniazdko za radioodtwarzaczem. Należy o tym pamiętać i uświadamiać klienta o takiej możliwości.
Często projektant jest zbyt miękki w komunikacji z klientem – jest na każde zawołanie, nie broni swojego zdania, przyjmuje postawę „każdej zachcianki za twoje pieniądze”. Jest to zrozumiałe, bo jak mówią, klient ma zawsze rację. Jednak tutaj trzeba zachować ostrożność. Czasami sam klient, widząc efekt, mówi – trzeba było zrobić tak, jak mówiłeś… Dlaczego nie jesteś przekonany? Trzeba w tym względzie zachować umiar i czasem nie bać się nalegać.
Projektant często uważa dużą część swojej wiedzy za coś oczywistego, zwłaszcza gdy ma duże doświadczenie. I może nie przyjść mu do głowy, że klient tej wiedzy nie posiada. Trzeba trzymać rękę na pulsie projektu i – choć ryzykuję natrętność – interesować się jego rozwojem i doradzać przy jego realizacji.
Miałem ostatnio podobny przypadek, gdy klient zamówił drzwi u producenta i zlecił ich montaż swoim własnym konstruktorom. Próbowałem go od tego odwieść, ale i tak zdecydował się to zrobić. Ostatecznie niestety drzwi nie zostały pomyślnie zamontowane, z kilkoma błędami.
Konstruktorzy twierdzili, że jest to wada konstrukcyjna i wina producenta. Producent twierdził, że był to problem nieprawidłowego montażu. Powiedziałem klientowi, że niestety tak zwykle jest i zawsze powinniśmy starać się, aby producent to zrobił i zainstalował, aby uniknąć takich problemów. Na co klient zastanawiał się – dlaczego nie powiedziałeś mu o tym wcześniej? Tak, sugerowałem montaż drzwi przez producenta, ale nie uprzedziłem go o możliwych konsekwencjach.
Przeszkodą staje się oczywiście cena nadzoru autorskiego. Klient ma już w ręku szczegółowy i wysokiej jakości projekt, za który zapłacił określoną kwotę. Zapłacić projektantowi więcej pieniędzy lub nawet więcej za jakiś nie do końca jasny proces, najwyraźniej nie chce. Projektant też całkiem słusznie nie chce wykonywać tej ciężkiej, nerwowej i niewdzięcznej pracy za niewielkie lub żadne pieniądze. Moim zdaniem idealnym rozwiązaniem byłaby cena za projekt wraz z nadzorem autorskim, jednak z oczywistych względów nie zawsze jest to możliwe. Być może projektant powinien zaproponować klientowi różne możliwości współpracy na etapie nadzorów autorskich, tak aby klient wybrał taki schemat pracy i płatności, który jest dla niego najbardziej akceptowalny.
Projektanci często porównują swoje projekty do dzieci, które rodzą się w agonii i których niełatwo wypuścić na wolność. W takim przypadku warto pamiętać o powiedzeniu: „Nie ten, który rodzi, ale ten, który wychowuje”. Jeśli proces projektowania przypomina poród i ciążę, to nadzór projektanta jest jak wychowywanie „dziecka”. Tylko poświęcając mu uwagę, cierpliwość i troskę, na jaką zasługuje, uzyskamy wynik, z którego możemy być dumni.
(C) Natalia Mitina,
Koncepcija, Łotwa




